Weekend na pograniczu


Po co Magda i Aśka znalazły się na polsko-niemieckiej granicy? Chcąc spełniać swoje marzenia trzeba działać, a u nas w tym momencie jest tak: Aśka mieszka w Poznaniu z rodzicami – zbiera pieniądze. Ja skorzystałam z rodzinnych znajomości i wyprowadziłam się do Niemiec (do Altrip – całkiem daleko od domu), żeby też zbierać na podróż. Mamy lekki rozgardiasz w działaniu. Podróż dookoła świata nie należy do najtańszych marzeń -ubezpieczenie, loty, szczepionki, sprzęt itd. itp. Kredytu nie weźmiemy, od rodziców nie dostaniemy żadnych złotych monet, w totka też raczej nie wygramy – no, może jeśli zaczniemy grać. Mimo tego po wyżej, to ogólnie jesteśmy optymistycznie nastawione, idzie nam całkiem dobrze, powoli, ale dobrze – więc DON’T WORRY, WE CAN DO IT!

Nasz sytuacja plasuje się następująco – robię  w Altrip rozeznanie w sprawie różnych prac dla siebie i dla Aśki. Mamy nadzieję, że od stycznia już w jednym mieście i w tym samym mieszkaniu, będziemy mogły planować naszą podróż już coraz konkretniej (a przy okazji ciężko pracować!). Związek na odległość wcale nie jest dla nas taki super (nie, nie jesteśmy parą!). Chodzi o to, że taka komunikacja na odległość nie przynosi radości, a nawet więcej, sprowadza tylko chaos. Nie ogarniemy wszystkiego mieszkając w innych krajach.   Żeby zacząć wreszcie iść do przodu w naszych działaniach, musiałyśmy się spotkać. Miasto spotkania – Zgorzelec. Moje miasto rodzinne.

Nie mogłyśmy wymyślić tego lepiej, zwiedzając rozmawiałyśmy o naszej podróży – po raz trzeci jako przewodnik pokazywałam uroki nieswojego miasta czyli niemieckiego Goerlitz. Zgorzelec zostawiłyśmy za sobą, przeszłyśmy się na spacer do Niemiec, do Goerlitz. Jak wiadomo, nawet najmniejszemu zwiedzaniu towarzyszy głód przygód, a tego nam było trzeba. Po intensywnym lecie na Farmie Talentów popadłyśmy w totalną stagnację. Planowanie podróży stanęło w martwym punkcie i ciężko, naprawdę ciężko było się zabrać za to z powrotem. Dlatego jeśli chcesz coś osiągnąć, coś planujesz – nie zostawiaj tego ani na moment! My zostawiłyśmy nasze plany same sobie tylko na małą chwilę i teraz mamy lekką obsuwę, musimy więc zasuwać ze wszystkim dwa razy bardziej. Ale… przynajmniej coś się dzieje!

Spotkanie zaowocowało skonkretyzowaniem trasy, już nie lecimy w każdym kierunku prawie jednocześnie i nie zwiedzamy wszystkich miast tego świata – jest konkretnie, jest mniej, jest przejrzyście (a i bilety lotnicze wyszły taniej ). Miałyśmy taki pomysł, żeby być tylko po kilka dni w jakimś kraju. Ale przecież nie o to chodzi, żeby zobaczyć jak najwięcej, żeby biegać z aparatem z wywieszonym językiem. A po powrocie oglądając zdjęcia, pytać siebie nawzajem: – To my tam byłyśmy? – Więc postanowiłyśmy się nie śpieszyć w trasie, zobaczyć miej, ale za to wartościowej. I tak oto teraz, mamy plan działania dla każdej z nas – planowanie planów planowania jest ciężkie, a ogarnięcie naszymi umysłami rocznej podróży, to już w ogóle nie przelewki. Załatwić trzeba wszystko, nie pytaj co konkretnie- dosłownie WSZYSTKO.

Na obrazku poniżej możesz zobaczyć reakcję Aśki, na to co jeszcze mamy zrobić, zorganizować, załatwić, zakupić – ale o tym będą kolejne wpisy. Z podróżą dookoła świata nie jest tak, że w 5 minut pakujesz się i jedziesz… a trochę szkoda. Bo czasem mamy już dość…

161-2

Goerlitz 

Przy okazji naszego spotkania, zwiedziłyśmy trochę miasto Zgorzelec/Goerlitz – w języku polskim Zgorzelec, w angielskim – Goerlitz, graniczy z miastem o nazwie Goerlitz. Ciężkie? Nazwa nie przez przypadek, Zgorzelec i Goerlitz albo Goerlitz i Goerlitz było przed wojną jednym miastem, przez które przepływała rzeka – Nysa. Przez działania wojenne wysadzono mosty łączące części miasta i od tamtego czasu, rzeka wyznacza granice państwa. Goerlitz (ta niemiecka część) jest miastem niesamowicie ładnym. Można w nim nawet i czasem (jak się ma szczęście) nadziać się na prawdziwe hollywoodzkie gwiazdy, bo miasto upodobali sobie całkiem przyzwoici reżyserzy. Warto, więc czasem będąc w Goerlitz czy Zgorzelcu wypatrywać, czy ten ktoś w knajpie koło ciebie, to nie jest np. Nicolas Cage (a tak się zdarzyło).

Ogólnie rzecz biorąc, spacer między Zgorzelcem a Goerlitz jest trochę jak nowe doświadczenie życiowe – chyba każdy człowiek, chociaż raz w życiu powinien to zrobić. Jeśli nie w tym mieście, to innym, ale iście na spacer do innego kraju, sprawia po prostu wiele radości. Jesteś w Polsce, raczej w nijakim mieście, a przekraczasz most i abrakadabra – jesteś jakby w innym świecie, albo… w innej epoce – a mimo wszystko tak blisko od domu. A jeśli spacerujesz po stronie polskiej, to i tak już widzisz, że po drugiej stronie rzeki rozpościera się magia. Ciągnie cię do siebie, musisz, musisz koniecznie przejść przez ten most!

dsc5f27471-2

Zdjęcie powyżej zostało zrobione w Zgorzelcu, a widać na nim Goerlitz, a ściślej – Kościół Farny św. Piotra i Pawła, którego budowę zaczęto już w XIII w. W ogóle, z tego względu, że Goerlitz nie zostało zniszczone podczas II Wojny Światowej, posiada bardzo dużą ilość zabytków z różnych epok – gratka dla pasjonatów sztuki architektonicznej: jeden spacer po mieście serwuje przegląd dobrego kawałka historii.

Gdybyśmy były przewodniczkami po mieście, to przede wszystkim zachęcałybyśmy ludzi do powolnych spacerów, jak największą ilością takich uliczek. My chodząc po nich, nagadać się nie mogłyśmy. A dlaczego to miasto jest takie niesamowite? Goerlitz jest jednym z najpiękniejszych miast w Niemczech (tak czytałyśmy w literaturze), jest mało zamieszkane przez ludzi, ale każda kamienica, każdy skwer jest sukcesywnie odnawiany. Miasto ma swojego sponsora, który przeznacza rocznie ok 0,5 mln. euro na odnowę Starego Miasta. Dlaczego sponsor od ponad 20 lat jest anonimowy? Zastrzeżono, że jeśli ktoś pokusi się o ujawnienie kim jest owy anonimowy sponsor, przestanie być sponsorem. Więc nikt go nie szuka.

dscf27921-2

Nasz spacer skupiał się na dwóch tematach: nasza podróż i na słowach „a popatrz na to!”. Weekend w dobrym miejscu, zrobił nam miło w głowie, poukładał myśli. Uwierz lub nie, ale do niedawna jeszcze miałyśmy w głowie (poza nią zresztą też) wielki  przedpodróżniczy chaos. Nic właściwie nie trzymało się kupy, totalny rozgardiasz, tylko załamywałyśmy ręce… nie, nie chciałyśmy się poddać, ale myślałyśmy o tym, by zacząć planowanie podróży od nowa – z całkiem pustą kartką. Ale jak już zobaczyłyśmy ten wulkan, to chaos sam opuścił nasze głowy i zaczęły się klarować myśli.

dscf27851-2

Landeskrone to wulkan u podnóża Goerlitz. Wulkan, nie wulkan. Nie posiada krateru i jest nieczynny od 30 milionów lat. Ale popatrzeć na niego jest całkiem miło. A zdjęcie zostało zrobione na terenie krematorium.

Jak już jesteśmy przy pięknych widokach, to przy okazji polecimy jeszcze do zwiedzenia cmentarz – nie, to nie jest sarkazm. Cmentarz św. Mikołaja jest niezwykle urokliwym miejscem, a jego najstarsza część pochodzi z XIV wieku. Może dziwnie to zabrzmi, ale jest naprawdę dobrym miejscem na relaksujący spacer.

Jeden dzień i dwa kraje? Tak już to wszystko wygląda, z tymi przygranicznymi miastami. Idziesz rano na spacer do Niemiec, a wieczorem wracasz do Polski, do domu. Miło jest czasem chociaż na chwilę zmienić kraj, zmienić otoczenie. Pomarzyć o dalekich podróżach, a potem zakasać rękawy i spełniać to marzenie!

28-2

Dwa pracowite dni, zaowocowały samym dobrem. Po pierwsze mamy porządek w naszych planach. Po drugie doszłyśmy do wniosku, że skoro mamy spędzić parę miesięcy w mieście, które ma trip w nazwie, to musi przecież się udać! Dobrze jest się spotkać, dobrze jest rozmawiać i mieć asystentkę, która w razie prokrastynacji kopnie cię w tyłek.

1-2
Franka, mój kotopies vel asystentka pseudonim „Bestia”.

A następnym razem spotkamy się w …?