Morze, plaża i odkryte talenty


W podróży dookoła świata w zamian za nocleg, naszym hostom oferujemy cztery ręce gotowe do pomocy i dwie głowy pełne kreatywnych, czasem kosmicznych pomysłów.

Z naszej propozycji, jako pierwsza skorzystała Farma Talentów, na której faktycznie odkryłyśmy w sobie nowe umiejętności! Dodam, że Farma ze współpracy wyszła cała i zdrowa. Bogatsza o odświeżony płot, nowy mural, zamrożone owoce i ogarnięty ogród.

Na Farmie pomagałyśmy w sezonie letnim, dlatego przede wszystkim miałyśmy szykować pokoje dla gości. Nauczyłyśmy się sprawnie i dokładnie ogarniać łazienki, ekspresowo zmieniać pościel i myć okna na błysk. Nasze matki byłyby pewnie w ciężkim szoku widząc jak sprawnie nam to idzie, dlatego powyższe talenty trzymamy przed nimi w tajemnicy… Mamy jednak nadzieję, że przydadzą nam się one w podróży za jeden uśmiech, kiedy bez grosza przy duszy staniemy w progu hotelu prosząc o kąt do spania w zamian za naszą pracę.

Latem obsługiwałyśmy także obóz OBI. Po dwóch tygodniach byłyśmy  największymi specami od psich sportów. W przypływach geniuszu wymyślałyśmy psom nowe komendy, typu: ” wąchaj dupkę!” lub „nie siadaj”. Psy –  profesjonalni zawodnicy, węszyli w komendach podstęp, dlatego konsekwentnie nas olewali. Jednak na placu wszystkie czworonogi dawały niesamowity popis umiejętności i świetnego zrozumienia z właścicielem.

13996073_653432624814474_955082653884414593_o-1-2

Każdej z nas zamarzyło się mieć psa – najlepiej dużego, mile widziane: posłusznego, choć znając nas… Póki co jednak musiałyśmy obejść się smakiem i w przypływie nadopiekuńczości doglądałyśmy psów zawodników.  Podczas obozu pełniłyśmy różne funkcje, m.in.: nadwornego psiego masażysty, fotografa, ręki do memlania (w tym czasie reszta ciała odpoczywała),psiej kosmetyczki, a także zbieracza bobków. Nawet to ostatnie zajęcie nie było wstanie odstraszyć nas od powziętej decyzji: po powrocie każda z nas zabiera do siebie psa ze schroniska.

Na farmie służyłyśmy także za weterynarzy i rehabilitantki. To wszystko za sprawą Magica – bociana, który niefortunnie próbował lądować na linii wysokiego napięcia. Porażony prądem spadł na podwórko Farmy Talentów. Zoperowany, powoli dochodził do siebie w ramionach nas – dwóch sanitariuszek, które uparcie karmiły go surowym mięsem, jajkiem i glukozą. Chłopak, który nie wiemy czy był chłopakiem, ale założyłyśmy, że był, szybko dochodził do siebie na naszych oczach. W krótkim czasie zrobił się tak silny, że musiałyśmy go oddać w bardziej profesjonalne ręce, bo nie radziłyśmy sobie z fikającymi nogami (właściwie to jedną sprawną nogą), skrzydłami i rozgadanym dziobem. Mamy nadzieję, że Magikowi uda się odlecieć do ciepłych krajów. Trzymamy za niego kciuki!

14034776_651969194960817_3349686234190431299_n-2

Na Farmie odkryłyśmy mnóstwo narzędzi pochowanych w piwnicznych szafkach. Obudziły się w nas talenty głęboko uśpione i pierwotne! Oto Magda piłą dzielnie traktowała drewno, a ja ze szpadlem przeryłam ogródek, nie gorzej niż nie jeden kret. Malowałyśmy bramy, budowałyśmy siedziska i rozpalałyśmy ogień na wieczorne ogniska. Wyrywałyśmy gwoździe i wkręcałyśmy śrubki, zdejmowałyśmy druty i naciągałyśmy sznurki. W międzyczasie rozmawiałyśmy z letnikami. Poznałyśmy wspaniałych ludzi! Dziewczyny zajmujące się trenowaniem psów, chłopaka fotografującego/ naprawiającego rowery i grającego w kapeli rockowej, Muzyka śpiewającego na weselach, przemiłe małżeństwo, które przygarnęło psa z ulicy, zakręconą weterynarz i sympatycznego pana, który znał takie miejsca w lesie, w których grzyby obradzały najbardziej i nikt więcej miejsc tych nie znał. Przy okazji nocnych spotkań opatentowałyśmy nawet  przepis na karmelizowane jabłka prosto z ognia! Pomagałyśmy także przy wskrzeszaniu starych rowerów i organizowaniu małego kina dla naszych gości .Chciałyśmy nawet stworzyć upcyklingową orkiestrę, ale czasu nam nie starczyło i poprzestać musiałyśmy jedynie na ambitnych planach. A szkoda, bo w grupie naszych letników dopatrzyłyśmy się wielkich talentów muzycznych.

Zajęłyśmy się także przydomowym ogródkiem. Pieliłyśmy grządki, zbierałyśmy owoce i warzywa. Chciałyśmy się zając przetworami, ale okazało się, że domownicy mają niezły przerób i tego co zbierzemy starcza na zdrową, wewnątrz domową konsumpcję.

img_0023-2

Po godzinach, jeździłyśmy na plażę po to, żeby leżeć i nie robić nic. Wdychać jod i słuchać szumu fal. Obok nas leżały stare rowery pamiętające na pewno czasy naszego dzieciństwa. To miało swój klimat. Pewnego wieczoru udało nam się załapać na jeden z najpiękniejszych zachodów słońca. Sączyłyśmy lokalnego browara o wdzięcznej nazwie „Bosman”, piłyśmy zdrowie za tych co na morzu i patrzyłyśmy jak na piękne zachody słońca. Zastanawiałyśmy się wtedy ile jeszcze razy, będziemy w podobnych okolicznościach przesiadywać na przeróżnych plażach.. Mamy nadzieję, że wiele no i też, że nie raz uda nam się zwlec z łóżka, żeby zobaczyć porównywalnie piękne wschody słońca.

Nasza przygoda na Farmie Talentów trwała ponad miesiąc. To miejsce na północnym krańcu Polski. Ciche, niedaleko od morza, ale na tyle daleko od miasta, że nie dochodzi do niego gwar i pęd. Na niebie kołują bociany, za dnia gdaczą kury, a wieczorami można nasłuchiwać pohukiwań sowy. To miejsce, gdzie zwierzaki czują się dobrze, a ich właściciele jeszcze lepiej. My na pewno tam  wrócimy, a na teraz polecamy nasze foto wspomnienia z Farmy Talentów.

14183821_657284307762639_2051063845756859205_n-2