Armenia – pierwsze wrażenia z Dilijan


O Dilijan jak o żadnym chyba innym miejscu, zaczęłyśmy myśleć już w Polsce. W dużej mierze dlatego, że kilka miesięcy przed wyruszeniem w podróż nawiązałyśmy kontakt z tamtejszym centrum kultury i zaproponowali nam wolontariat właśnie w tej miejscowości. Co prawda z naszego wolontariatu nic nie wyszło i cała sprawa się posypała na tydzień przed wyjazdem z Polski, ale nas strasznie ciągnęło w to miejsce, chociażby na jeden dzień. Teraz wiemy, że to  chociaż na jeden dzień, to tylko wielki niedosyt, my byłyśmy tam trzy dni i jeszcze ze trzy nam by się przydały.  Wieś leży na trasie Tbilisi-Erywań, dlatego i z jednego i z drugiego miasta łatwo się do niej dostać.

Przeczytałyśmy parę opisów w internecie co warto zobaczyć w Dilijan i ile dni jest potrzebne na zwiedzenie całej miejscowości. Podobno, jest niewiele do zobaczenia i nie warto nawet zostawać na noc. Podobno … Nam nasz czas nie starczył na zobaczenie jeszcze wielu ciekawych rzeczy, a przez te wszystkie dni nie próżnowałyśmy. Lubimy się szwendać, więc przeszwendałyśmy się przez miasteczko wzdłuż i wszerz. Nie warto też zostawać tam na noc, bo podobno ceny są bardzo wysokie… My zostałyśmy na dwie. Wynajęłyśmy górski domek z bali za 20tys. dram czyli jakieś 150zł za noc, co wychodziło i tak taniej niż więcej miejsc hostelowych w tym miejscu. Co wydawało nam się wielce opłacalne, bo miałyśmy tylko dla siebie cały domek, a nie tylko pokój.

Old Dili – nasz wymarzony domek, w którym każda z nas mogła by całkiem nieźle pędzić żywot.  Drewniana chatka, w której chciałoby się zostać dłużej, ale niestety terminy gonią… Właściciele początkowo proponowali nam pokój w hostelu za 5 tys. dram od osoby, ale jak pokazywali nam ogród, z którego wyłoniło się to drewniane cudo, zapytałyśmy tylko: Ile? A potem tylko odpowiedziałyśmy: Bierzemy!

LRM_EXPORT_20171114_191218.jpg

Jak tam trafiłyśmy? Jadąc do Dilijan nic nie miałyśmy zabukowane – sprawdzając ceny w internecie tylko klepałyśmy się po głowie, bo ceny za nocleg były wszędzie bardzo wysokie. Postanowiłyśmy zdać się na żywioł i dopiero po przyjeździe do miasta zaczęłyśmy czegoś szukać. Był taki jeden moment, kiedy stwierdziłyśmy, jesteśmy w dupie, jedziemy od razu do Erywania, ale wtedy właściciel Old Dili spadł nam prawie jak z nieba i zaprowadził do swojego hostelu, za którym krył się drewniany dom.

Dilijan jest uznawane za jedną z atrakcyjniejszych miejscowości w okolicach Erywania. Mają niezwykle czystą górską wodę, z której produkowane jest piwo o tej samej nazwie jak miejscowość – swoją drogą przepyszne, ciężko teraz będzie znaleźć jakiś równie dobry zamiennik. Miasto o niezwykle świeżym powietrzu i uzdrowiskowej renomie, w sumie to czego chcieć więcej. A można i więcej – Dilijan  położone jest w bardzo malowniczych rejonach, a dookoła miasteczka rozpościerają się górskie szczyty, które najlepiej oglądać, wspinając się lekko po uliczkach położonych powyżej centrum miasta.

LRM_EXPORT_20171114_192357.jpg

Mimo iż, do Armenii wybrałyśmy się już całkowicie poza sezonem, a najlepszą porą na ten kraj jest wiosna, to mimo coraz zimniejszych dni, Dilijan w dalszym ciągu było pokryte zielenią. Wokół miasta rozciągają się wielkie lasy pokrywające niższe szczyty, które kryją w sobie wiele pięknych miejsc, w których można posiedzieć i poobserwować naturę.

Dilijan dzieli się na dwie części miasta, tą bardziej turystyczną i reprezentacyjną, z drewnianymi domami przy brukowanej ulicy, ze sklepami z pamiątkami i wieloma restauracjami. Oraz na inną część, zapełnioną blokowiskami oraz cmentarzyskami wysłużonych samochodów. My przeszłyśmy obie te części i obie miały w sobie coś niezwykłego.

LRM_EXPORT_20171114_191932.jpg

W Dilijan Armenia nas zachwyciła, podobał nam się każdy skrawek tego miasta. A dodatkowo mamy z tym miejscem jeszcze jedno bardzo miłe wspomnienie. Zaraz po przyjeździe z Tbilisi, usiadłyśmy w barze, by coś zjeść. Bar nazywał się Mimino (jeszcze wtedy ta nazwa nic dla nas nie znaczyła), ale zaciekawiły nas kadry z filmu na jego ścianach. Kiedy po kilku perturbacjach gdy już dotarłyśmy do Old Dili znalazłyśmy informację na temat Mimino. Jest to film z lat 70, a głównym jego motywem są losy  dwóch bohaterów – Gruzina oraz Ormianina (właśnie z Dilijan). Ormiański aktor, który wcielił się w jedną z głównych ról, jest bardzo sławny w Armenii, widziałyśmy z nim wiele plakatów w Erywaniu (upamiętniających jego prace, wiele gadżetów z filmu oraz t-shirtów) Prawdopodobnie gdybyśmy wtedy w Dilijan nie weszły do tego baru, na pewno później nie zwróciłybyśmy na takie szczegóły uwagi. Niezwykły uciesz na naszej twarzy pojawił się, kiedy siedziałyśmy w naszej drewnianej chacie oglądając Mimino i przypomniało nam się, że przecież jak byłyśmy pierwszy raz byłyśmy w Tbilisi, to zrobiłyśmy sobie zdjęcie przy pomniku kilku panów, z czego jeden z nich trzymał oponę (co nas wtedy bardzo zastanawiało)  – jeszcze nie wiedziałyśmy, że są to postaci z tego właśnie filmu.  A poza tym, o filmie opowiadał nam jeszcze kolega z Udabno, tylko nigdy nie mógł przypomnieć sobie tytułu… A my wiedziałyśmy, że to na pewno ten film, bo szczegółowo opowiedział nam jedną scenę. Wszystko się tak jakoś nam ułożyło w jedną całość z Mimino w tle. Życie czasem naprawdę bywa śmieszne…  Polecamy koniecznie obejrzeć, nam  się bardzo podobał i prześladował przez cały pobyt w Armenii.

Magda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s