Zauroczyła nas wieś pośrodku gruzińskiej pustyni


– Na własne życzenie zostałyście w Udabno dwa miesiące?

– Tak.

Tako siedziała przed nami z nierozumiejącym wyrazem twarzy. 

Większość Gruzinów uważa Udabno z koniec świata, za odpowiednik polskiego Wąchocka, za kwintesencję wsi,w której psy dupami szczekają… Tako – moja znajoma z Tbilisi, podziela zdanie większości.

Jeśli chodzi o mnie, to lubię takie dziury zapadłe. Małe mieściny, w których kobiety śmieją się głośno, pokazując swoje szerokie, szczerbate uśmiechy, gdzie ich mężowie siedzą stadnie na ławkach paląc tanie szlugi, bacznie obserwując co się we wsi dzieje i gdzie pomiędzy wyżej wspomnianymi biegają brudne, szczęśliwe dzieciaki tarmoszące zapchlone koty i psy. Nie było wyjścia, musiałam polubić i Udabno. Gruzińską wioskę, która z oddali wygląda tak, jakby ktoś dla żartu rozsypał szczyptę domów pośrodku stepu i poszedł dalej zostawiając je samym sobie.

20171109_142213

Siedząc któregoś dnia na balkonie, zachwycając się tą wszech otaczającą pustką usłyszałam polskiego turystę dzwoniącego do rodziny „No, Mareczek! Tu nic nie ma! Tylko góry, pioch i trawa. Trzeba wracać. No mówię ci nic. Słońce? Słońce jest, pogoda fajna. No, no. Nic tu nie ma.” Uśmiechnęłam się tylko pod nosem., bo to właśnie dla tego magicznego „niczego” zdecydowałyśmy się zostać w Gruzji, znacznie dłużej niż pierwotnie zakładałyśmy.

Ostatnie dwa miesiące pracowałyśmy w Oasis Club. Miejscu prowadzonym przez pare Polaków – Ksawerego i Kingę. W restauracji przyszło nam się zajmować najróżniejszymi rzeczami, nie tylko serwowaniem posiłków. Przyjeżdżając tutaj na pewno nie mogłam się spodziewać, że praktycznie każdego poranka będę musiała wypraszać… konia z baru! Że będę tańczyć na zapleczu ze swańskimi kucharkami – finalistkami gruzińskiego „Mam talent”. Że będę rozmawiać po rosyjsku, bo przecież tego języka nie znam. Że będę prowadzić marszrutkę, bo nawet w rodzinnym Poznaniu rzadko kiedy mam odwagę prowadzić osobówkę, bo jeżdżę jak szogun!

Nie mogłam się też spodziewać tego, ze odbędę całodniowa wędrówkę z przemiłym stadem psów do granicy z Azerbejdżanem. Tym bardziej nie mogłam się spodziewać widoku jaki tam zastałam. Chyba pierwszy raz zrozumiałam znaczenie słowa „bezkres” .

20171007_164203

W Oasis Club obsługując turystów, nauczyłam się dużo o drugim człowieku, chociaż zdecydowanie nie mogę powiedzieć, że nauczyłam się cierpliwości. Fakty są takie, że jesteśmy ignorantami. Polacy przyjeżdżający do gruzińskiej knajpy pośrodku niczego żądali flaków i schaboszczaka, chcieli płacić złotówkami, kiedy kiszki marsza im grały stawali się chamscy, po to by po strawieniu stawać się słodkimi jak miód i wciskać nam na kolanie napisane adresy i numery telefonów, bo przecież fajnie by było gdyby odwiedziły ich dwie dziewczyny na swojej trasie dookoła świata…

LRM_EXPORT_20171021_220422.jpg

Najbardziej lubiłam w Udabno wieczory, kiedy do knajpy zaglądali pojedynczy goście, można było się napić lekkiego drineczka i miziając psa, pogapić się w niebo słuchając ulubionej muzyki. Czasami ten spokój zaburzał ten lub inny pijany (zazwyczaj) Gruzin. A Gruzini pić lubią nie mniej niż Polacy. Najbardziej egzotycznie jest się z nimi napić z krowiego rogu – z całego serca polecam! Jeśli o piciu przy barze mowa, to przy którymś z kolei kieliszku chachy zawsze padają męsko – męskie wyznania w stylu: „Ty mój brat!” lub bardziej Męsko- damskie: „Ty moja żona!”, „Ja Cię porwu!”. Są składane obietnice dalekich podróży, wielkich złotych pierścieni i bogato zdobionych bransolet. Ci co mają smykałkę kulinarną obiecują wybrance upiec krwisty szaszłyk! Generalnie gruzińską wieś można z lekkim sercem polecić kobietom samotnym, zdesperowanym, szukającym małżonka na tu i teraz. Kandydata do swojej ręki znajdą na pstryknięcie palcem. Muszą się jednak później liczyć z tym, że przez resztę pożycia małżeńskiego będą prać majty, rodzić dzieci, doić krowy, robić ser i kiedy nabiorą do tego dystansu, nauczą się z tego śmiać szczerbatym już uśmiechem.

Gruzję będę wspominać ciepło i mam nadzieję, że będzie mi jeszcze dane odwiedzić Oasis Club – miejsce, dzięki któremu powoli zaczęłam rozumieć, że chyba nie dla mnie życie w wielkim mieście i może czas zacząć sobie szukać miejsca gdzieś na polskim końcu świata.

LRM_EXPORT_20171021_215905.jpg

Aśka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s