Co czeka Cię przed wyprawą…


Drogi początkujący podróżniku, backpackersie śmiechu wart, czyli dokładnie taki, jak my.

Jedną nogą jesteśmy już po drugiej stronie lustra, dlatego teraz, możemy zdradzić, z czym przyjdzie Ci się zmierzyć przed wyprawą.

Po pierwsze, przyjdzie Ci walczyć ze swoją fantazją.

Na początku odwiedzając sklepy trekkingowe, będziesz zachwycony bogactwem asortymentu. Wszystko będzie Ci się wydawało niezbędne i z miejsca zapałasz wszechogarniającą chęcią posiadania jeśli nie wszystkiego, to większości z prezentowanych Ci rzeczy! Hamak mieszczący się w kieszeni, torba piorąca w plenerze, nadmuchiwana lampa solarna wielkości krążka CD, czapka z wbudowaną czołówką – takie i inne cuda wianki są dostępne na rynku. Zanim zaczniesz je kupować zastanów się czy na pewno są Ci one potrzebne, czy przypadkiem czegoś równie funkcjonalnego nie dostałeś w pokoleniowym spadku po rodzicach, a co najważniejsze – zadaj sobie pytanie: Kto to wszystko będzie na grzbiecie nosił podczas Twojej podróży? Bo jeśli dysponujesz osłem, to czy nie żal Ci osła? A jeśli osła nie masz, to czy przypadkiem nie jesteś nim ty?

My wychodzimy z założenia: prostota, wielofunkcyjność i minimalizm. Liczymy na to, że dobrze na tym wyjdziemy.

19260519_812219388935796_815755238266392833_n.jpg
nasze zakupy w sklepie campingshop.pl – sam konkret

Po drugie, przyjdzie Ci się zmagać z podarunkami.

Zostaniesz zasypany przez rodzinę i znajomych książkami  o Pyzie Wędrowniczce, „O dwóch taki co ukradli księżyc” lub o innych, którzy zjechali w swoim życiu pół świata, a następnie napisali o tym lepsze lub gorsze książki, które bardzo lub wcale chciałbyś posiadać. Przygotuj się także na wysyp skarbonek! Odkładając na wyprawę, osobiście nie widzimy problemu w chowaniu pieniędzy do kartonu, czy słoika, jednak  skarbonka ofiarowana przez znajomego , taka typowo „ na marzenia małe i duże” wydaje nam się miłym prezentem. Gorzej, kiedy na ten sam pomysł wpadnie pięć niepowiązanych osób i w krótkim czasie dostaniesz „skarbonkę na podróże”, „skarbonkę na marzenia realne i nierealne”, „skarbonkę podróżnika”, „skarbonkę na ostatni grosz” i klasyczną świńską skarbonkę. Wtedy nagle okazuje się, że masz więcej skarbonek niż pieniędzy.

Po trzecie, przyjdzie Ci się zmagać się z kupnem biletu.

Najpierw musisz znaleźć ten, który o właściwym czasie, dowiezie Cię na właściwe miejsce, za rzecz jasna najwłaściwszą cenę. Jest to zadanie trudne, gdyż wyszukiwarek lotów jest bez liku, a nie wszystkie pokazują te same loty. Co więcej okazuje się, że nawet przy włączonym trybie anonimowym, Ty możesz widzieć inną cenę, niż ta, która została odczytana przez Twojego znajomego. Przy okazji musisz się przedrzeć przez anglojęzyczny bełkot dotyczący rzeczy tak ważnych jak wielkość bagażu, lokalizacja siedzenia czy preferowany posiłek na pokładzie samolotu. Niby wszystko rozumiesz i pewnie klikasz jes Or noł, jednak w ostatnich minutach rezerwacji  biletu z  kropelkami potu na czole sprawdzasz, czy aby na pewno nie zamówiłeś właśnie miejsca w pierwszej klasie, reflektując przy okazji  na spożywanie kawioru i lampki szampana na pokładzie, przy akompaniamencie wąsatych mariachi, dzięki dopłacie ekstra. Palpitacji serca, dostajesz natomiast, kiedy  cena Twojego biletu, kończy się magicznymi trzema zerami. Sprawdzasz wtedy wpisane dane, po sto razy, tak jakbyś obawiał się, że zamiast Andrzej, wpisałeś Krzysztof. Kiedy cała transakcja przebiega pomyślnie, dostajesz maila zwrotnego i z wielką ulgą idziesz spać. To jednak nie koniec historii. Po paru tygodniach, możesz ( tak jak my) dostać sms- a napisanego cyrylicą, który poinformuje Cię o zmianie godzin wylotu. Co ciekawe, godziny te mogą ulec dalszym zmianom, więc obowiązkiem pasażera jest trzymać rękę na pulsie. W takich sytuacjach, czujesz, że przydałaby Ci się lampka, wcześniej wspomnianego szampana, a najlepiej czegoś mocniejszego.

Po czwarte, przyjdzie Ci się zmagać z pytaniami.

Co ciekawe, w kółko tymi samymi. Dokąd, kiedy, na jak długo, za ile, czy się nie boisz? Ludzie zawsze chcą wiedzieć, czy byłoby ich stać na taką podróż. Odpowiedź brzmi: tak. Problemem nie są złotówki, a podjęcie samej decyzji.  Pytanie o strach budzi jednak nasze największe zdziwienie. Jadąc w nieznane wiadomo, że będzie nam towarzyszyć szczypta lęku i niepewności, jednak, kiedy człowiek miałby się przede wszystkim bać, a dopiero potem cieszyć, to faktycznie lepiej, żeby się nawet nie pakował. No i nasze ulubione pytanie: A nie może z Wami jechać jakiś facet? Jak widać, skoro nie jedzie, to nie może. Paru panów faktycznie, reflektowało , że są gotowi się z nami wybrać, jednak czekając na ich ostateczną decyzję, mogłybyśmy skończyć jak Jańcio Wodnik porośnięte pajęczynami i mchem ( kto widział film, ten wie o czym mowa), siedzące na ławeczce przed domem, po 20stu latach nadal w Polsce, wciąż czekające na odpowiedź.

Po piąte, przyjdzie Ci się zmagać z decyzjami dotyczącymi zdrowia.

Najpierw: szczepienia. Będziesz zadawać sobie pytanie, które szczepionki powinieneś przyjąć, które możesz sobie odpuścić. Z jednej strony lekarze będą Cię zapewniać, że to bezpieczne, że to konieczność, z drugiej, po godzinnych poszukiwaniach w Internecie dokopiesz się do materiałów, które poinformują Cię jakie spustoszenie może to uczynić w  Twoim  organizmie. Po kilku szczepieniach, poczuciu osłabienia i paru godzinach spędzonych na kibelku, sam sobie odpowiesz, co dla Ciebie może być najlepsze. My nie jesteśmy w tej kwestii żadnymi specami i przeraża nas fakt, że nie wiemy komu lub czemu bardziej ufać – Internetowi czy lekarzom?

Przed wyprawą trzeba się także ubezpieczyć. Pierwsze kwoty, jakie proponują najbardziej znani ubezpieczyciele powalają na kolana. Są jednak firmy, które ubezpieczą o wiele taniej i równie skutecznie. Pisałyśmy do podróżników, którzy skorzystali z tej opcji. Nie narzekali. Są cali i zdrowi, czego dowodem jest sam fakt, że byli w stanie nam odpisać – znaczy się: żyją. Na czym polega fenomen tak wielkich różnic cenowych (mowa o paru tysiącach zł) nie mamy pojęcia, cieszymy się jednak, że jest na rynku dostępna opcja również dla naszych, czyli chudszych portfeli.

Już wkrótce wyjeżdżamy – dokładnie za 2 miesiące. Po drodze zapewne przyjdzie nam zmagać się jeszcze z kartami kredytowymi, wizami, a co równie „przerażające”, jeśli nie: najgorsze… z pojemnością plecaka. Będzie to pewnie niezła inspiracja do napisania następnego tekstu, którym nie omieszkamy się na naszym blogu podzielić.

Aśka

15822641_721497858007950_4895332028934723159_n

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s