Altrip – niemiecka emigracja


Marzenia się nie spełniają

Jeśli spodziewasz się postu o tym jak spełniają się marzenia, to uprzedzam lojalnie, że Cię zawiodę. Marzenia się nie spełniają. Naszą podróż dookoła świata planujemy już od ponad dwóch lat. Ten czas był dla nas czasem pełnym wyrzeczeń, trudnych postanowień, które zmieniły całkowicie tryb naszego teraźniejszego życia. Ja przeprowadziłam się  do innego kraju, pozbyłam się większości swoich rzeczy, a na koniec końców uświadomiłam sobie, że podjęłam parę wielkich decyzji i z tej niemieckiej emigracji nie mam już dokąd wracać.

Przyjeżdżając w ubiegłym roku do Altrip nie spodziewałam się, że ten plan podróży będzie tak bardzo realny. Te 8 miesięcy zleciało jak jeden miesiąc, w którym dość znacznie schudłam, wyrobiłam sobie całkiem niezłe łydki od codziennej jazdy na rowerze i muskuły na rękach od intensywnej pracy. Przy okazji nauczyłam się posługiwać w stopniu komunikatywnym językiem niemieckim, poznałam wielu bardzo fajnych ludzi i widziałam totalnie piękne miejsca.

LRM_EXPORT_20170501_134714
Heidelberg

Niemiecka emigracja

Mieszkam w Altip już osiem miesięcy i wiem jedno – marzenia się nie spełniają . Żeby osiągnąć swój zamierzony cel, trzeba się najpierw mocno napracować, zatyrać totalnie, padać ze zmęczenia. Nie dziwni mnie to, że niektórzy ludzie rezygnują z marzeń w zamian za w miarę wygodne życie. Bo jaki jest sens pracy tylko po to, by zarobione pieniądze odkładać na konto, a samemu żyć za wygrzebywane z szafki resztki groszy, które kiedyś się oszczędziło? Pracowanie na to by spełnić swoje marzenia, to nie jest łatwa i przyjemna sprawa. Więc jeśli już zaczynasz o czymś marzyć, to dobrze się zastanów czy masz wystarczająco dużo siły i uporu by ten swój wymarzony plan zrealizować. Sama czasem mam ochotę rzucić to wszystko, wrócić do domu i powiedzieć sobie – przynajmniej spróbowałam. Ale kurde brnę w to dalej, bo już nie mam domu, moja mam kupiła sobie mniejsze mieszkanie, sprzedała moje łóżko, więc na dobrą sprawę nie mam gdzie wracać. A dlaczego tak? Bo pierwszy raz w życiu wzięłam swoje życie we własne ręce, bo życie nauczyło mnie cholernej wytrwałości w dążeniu do celu. I co? I za 4 miesiące lecimy w podróż dookoła świata. Więc podsumowując ten wywód na temat tego, że marzenia się nie spełniają – samo nic się nie zrobi, a i marzenia same też się nie spełnią, ale jak się człowiek zaprze w swoim zamiarze, to okazuje się, że niemożliwe nie istnieje.

Altrip jest urokliwą miejscowością z pięknym słowem TRIP w nazwie, a przy okazji nic się tu nie dzieje, a ludzie wiodą tu życie na wzór powolnego życia iście wiejskiego. Wokół miejscowości rozciąga się ogromy las, który nie wiadomo gdzie się kończy i gdzie się zaczyna. Ten las to więcej niż zwykły las – to rezerwat dla zwierząt a przy jego wejściu ustawiono tabliczki, z napisem że jest to dom dla dzikich zwierząt i człowiek jest w nim  tylko gościem i prosi się o szanowanie tego pięknego domu leśnych istot (pozwoliłam sobie sparafrazować). Miejsce to jest przepełnione wieloma gatunkami ptaków i wielkich, zielonych, dzikich papug. W odróżnieniu do polskich lasów, tu się drzew nie wycina, nie wywozi starych, powalonych drzew,  tutaj w lasach się nie śmieci. W odróżnieniu od Polski tutaj lasy się szanuje i kiedy przychodzi ładniejsza pogoda ich ścieżki pełne są powolnych spacerowiczów.

IMG_20170328_225154_330

Ludzie żyją tu trybem życia nieśpiesznym i bardzo na luzie. Najbardziej zestresowaną narodowością mieszkającą tutaj są zazwyczaj Polacy – to oni pędzą, mają milion terminów, nie zwalniają tempa w pracy, bo trzeba przecież polepszać swój status materialny i suma summarum żyją życiem tylko na pokaz, by pokazać jak wiele dóbr materialnych udało im się uzyskać. I tak się zastanawiam, po co im to wszystko – lepszy dom, lepszy samochód, lepszy telewizor – po co im to lepsze materialne życie, skoro nie mogą korzystać z uroków życia, bo wiecznie robią pieniądze, coraz więcej pieniędzy… Tak istnieją tutaj dwa typy mieszkańców – ci którzy zawsze za czymś gonią i ci którzy ponad gonitwę cenią sobie bardziej spokój własnego życia. Poza tym przekonałam się tutaj, że coś takiego jak niemiecki porządek i niemiecka precyzja już dawno nie istnieje.

Altrip to specyficzna około 7 tys. miejscowość. Mniejsze sklepiki, lekarze, apteki, banki mają w tym mieście przerwę obiadową od 12.30 do 14, a środa jest dniem, w którym nie ma tej przerwy – w środę nic się tutaj nie załatwi, bo te miejsca zazwyczaj są zamknięte. Najważniejszym jednak dniem jest niedziela, dzień, w którym nie robi się nic prócz odpoczynku. Niedziela to dzień jednodniowych wycieczek, relaksu, chodzenia po restauracjach (sam obiad to koszt około 10 e, ale często tutaj siedzi się w restauracjach kilka godzin – więc do rachunku dochodzi jeszcze herbata/kawa, wino, przystawki, deser itp. ). W gruncie rzeczy mieszkańcy tutaj lubią odpoczywać i robią to w każdej nadarzającej się okazji.

Cenowo miasto na początek może lekko przerażać, bo np. jedna zwykła bułka w piekarni kosztuje 50 c, a chleb tostowy ok. 2 e,  avocado (w sklepie, w którym pracuje) kosztuje 2,75 e (ja kupuje w innym sklepie za około 1 e), kilogram szparag 10 e, sałata 99 c, mleko ryżowe 1,75, natka pietruszki 79 c. Przeliczając większość cen na złotówki, można się jedynie złapać za głowę i żywić powietrzem i energią słoneczną. Ja tam jednak lubię jeść…

Są to rzeczy, które kupuje najczęściej, ale … Jedna z najniższych stawek godzinowych netto to 10 e za godzinę pracy. Moje zakupy to koszt ok. 10-15 e na 2-3 dni, miesięczne rachunki za mieszkanie to koszt około 160 e (opłaty za wodę, prąd, gaz), na całe szczęście mieszkam u mamy przyjaciółki i jej męża i dokładam się im tylko do rachunków, czynsz za wynajem małego mieszkania to tutaj minimum 200 e (dodając do tego rachunki wychodzi całkiem sporo wydatków jak na jedną osobę). Mnożąc to wszystko trochę ponad razy 4 wychodzą całkiem bajońskie sumy, dlatego mieszkając tutaj nie przeliczam wydanych pieniędzy na złotówki, bo podejrzewam, że bym się co najmniej psychicznie załamała.

Gdyby nie Henia i Thomas (u których mieszkam) nasza podróż pewnie, albo nie doszła by do skutku, albo udałaby się,  ale za jakieś 2 lata. Nie dość, że zaoferowali mi dach nad głową, pomogli w znalezieniu pracy, kolejnej pracy i jeszcze jednej pracy, to kiedy tylko jest trochę wolnego czasu zabierają mnie na wycieczki pokazując pobliskie miasta i przeurocze widoki. A oprócz tego, miło wieczorem po ciężkiej pracy posiedzieć w miłym towarzystwie – bo sprawili że czuję się u nich jak we własnym domu i we własnej rodzinie.

LRM_EXPORT_20170507_154141
Obrzeża Altrip

Życie na emigracji było dla mnie niezwykle dobrym przeżyciem. Nie żałuję przyjazdu do Altrip (już pomijam względy zarobkowe), ale miło jest doświadczyć na własnej skórze jak diametralnie różni się życie, w mieście, które jest oddalone od mojego rodzinnego miasta tylko o 600 km. Jeśli ktoś zastanawia się nad (nawet chwilowym) byciu emigrantem, to ja to szczerze polecam.

Magda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s